Po pobudce, wymeldowujemy się z hotelu, po czym ruszamy do Fortu, gdzie zaplanowalismy parodniowy pobyt. Wybralismy taką a nie inną lokację, z racji położenia, czyli nieopodal atrakcji które chcemy zobaczyć. Taksówka, którą zamawiamy w hotelu, jedzie przez płatny most, i kosztowała z rejonu lotniska Santa Cruz do Fortu około 1000 Rs. Po dojechaniu do hotelu, meldujemy się jemy sniadanie i ruszamy. Na pierwszy rzut pada zabytkowy terminal dworca Chhatrapati Shivaji Terminus. Zanim doszlismy, bylismy oczywiscie dziesiątki razy zaczepiani, przez różnych rodzaju friendów, oryginalnymi "hałarju", czy "łerarjufrum". Jestesmy już uodpornieni, także nie zwracamy na zaczepiaczy uwagi, czasami widując turystów, którzy z grzecznosci wdali się w dyskusję, nie mogąc się potem odpędzić. Sam dworzec robi ogromne wrażenie, a chyba jeszcze większe ogrom ludzi jaki się przez niego przewija. Żadne zdjęcie tego nie odda, to trzeba zobaczyć samemu. Po zwiedzeniu budynku dworca, ruszamy w kierunku Bramy Indii, co miało być naszym kolejnym celem. W trakcie marszu, zachwycam się kolonialną zabudową Mumbaju, budynki budowane jeszcze przez Anglików potrafią naprawdę zachwycić! Po drodze zaliczamy komediową sytuację. Reflektujemy się, że nie mamy żadnej mapy centrum Mumbaju, więc wchodzimy do pierwszej lepszej księgarni, którą akurat mijalismy. Sprzedawca wykłada kilka map, decyduję się na jedną, po czym pan zaczyna wypisywać rachunek. Rachunek formatu A4, na dole pan księgarz się podpisuje i stawia pieczątkę, co wywołuje usmiech na twarzy u mojego kolegi. Ja znając mentalnosć i służbistosć Hindusów, myslę sobie "poczekaj, to jeszcze nie koniec" :D Pan wysyła mnie do okienka kasowego (w księgarni o powierzchni paru metrów kwadratowych", gdzie płacę za mapę. Kasjer stawia swoją pieczątkę, z drugą pieczątka "PAID" czyli zapłacone. Z rachunkiem wracam do pana nr 1, który zakładając okulary bardzo poważnym ruchem, sprawdza pieczątkę od kasjera, po czym STAWIA KOLEJNĄ, celem wydania mapy. Idę do pana nr 3, który wydaje mi mapę, stawiając na rachunku KOLEJNĄ PIECZĄTKĘ!!! :D Wychodzę z księgarni, z mapką centrum Mumbaju, i z rachunkiem z kilkoma pieczątkami i podpisami. Dochodzimy do Bramy Indii, strzelamy parę zdjęć, delektując się również fasadą hotelu Taj Mahal, w którym min parę lat temu zostały przeprowadzone zamachy terrorystyczne. Zostajemy oczywiscie osaczeni, przez różnej masci swiętych mężów, łebków z Polaroidami, chcącymi koniecznie zrobić nam zdjęcia wery wery chip prajz. Po pokręceniu się w okolicy i krókiej naradzie, decydujemy się na wypad na wyspę Elefantię, o czym będzie już następny rozdział.